piątek, 29 czerwca 2012

Przygoda pierwszego dnia...

Tego dnia nie zapomnę do końca życia. O ile sam lot i przybycie do East Midlands nie budzą większych emocji, o tyle to co działo się po naszym przybycie do Nottingham to całkiem inna historia. Z dworca Broadmarsh Station wzięliśmy taksówkę na nasz nowy adres, miły Hindus pomógł nam załadować i potem rozładować nasze walizki – słowem sielanka, idylla, brakowało tylko zapiekanek i laserów.



Niestety, brutalnym kopniakiem do rzeczywistości przywrócił nas wygląd naszego domu. Okazało się, że właściciel „nieco” przemieścił lokalizację domku na mapce, według której szukaliśmy go na Google StreetView. Nasza wizja skromnego, ale nowoczesnego angielskiego domku musiała ustąpić miejsca ruderze wyglądającej na pierwszy rzut oka na pustostan (przeszliśmy obok myśląc że jest opuszczony albo do rozbiórki!). Oczywiście nie był to koniec atrakcji. Otworzył nam Antonio, jeden z lokatorów (jego angielski był tylko niewiele lepszy od mojego mandaryńskiego). Zostawiliśmy nasze rzeczy na parterze (mimo, że landlord obiecał nam 2 pokoje na piętrze) i weszliśmy na górę obejrzeć resztę domku.

W pewnym momencie usłyszałem, że ktoś wchodzi przez drzwi wejściowe – pomyślałem, że poznamy pozostałych lokatorów. Nie mogłem bardziej się mylić. Tak nagle jak drzwi się otworzyły, tak zostały zamknięte z powrotem – a po zejściu na dół okazało się, że zniknął mój plecak, a wraz z nim mój laptop (specjalnie kupiony na ten wyjazd!), aparat narzeczonej, słuchawki, mp3 i parę innych, mniej cennych rzeczy. Natychmiast zadzwoniłem na policję. Tutaj należy się wielka pochwała dla stróżów prawa w Nottingham, którzy przybyli niemal momentalnie – szybko spisali protokół, obiecali pomoc, zostawili wizytówkę – wiedząc jak działa nasza policja byłem w szoku.

Wracając do opisu domu – w środku było tylko niewiele lepiej niż na zewnątrz. Zimno, w ścianach dziury oi kominkach. Przenieśliśmy wszystkie rzeczy do pokoju na piętrze, który zajęła nasza koleżanka, wróciliśmy na dół, pozamykaliśmy drzwi i spróbowaliśmy zasnąć. Wspominałem już, że nie było pościeli?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz